Kontrowersyjny zakaz zaśmiecania toru zrywkami z wizjera kasku w Formule 1 przetrwał bardzo krótko. Międzynarodowa Federacja Samochodowa już go zniosła.
Dyrektywa obowiązywała tylko podczas czwartkowych treningów w Monako. FIA odwołała rozporządzenie dając się przekonać, że o ile wyrzucona zrywka może wplątać się do bolidu i spowodować awarię, o tyle przymus wkładania jej za każdym razem do środka kokpitu jest jeszcze większym zagrożeniem dla kierowcy. Zwłaszcza na krętym, ulicznym torze w Monte Carlo.
FIA jedynie poprosiła zawodników, aby usuwali folię z wizjera jak najrzadziej, tylko gdy naprawdę zabrudziła się tak, że mają istotnie ograniczoną widoczność.
„W oparciu o dyskusje z kierowcami uznałem, że zrywki przypuszczalnie są większym zagrożeniem, gdy próbuje się je gromadzić w kokpicie niż wtedy, kiedy leżą na torze". - powiedział delegat techniczny FIA i dyrektor wyścigów F1, Charlie Whiting.
„Mając to na uwadze stwierdziłem, że najlepszym posunięciem będzie pokierowanie się zdrowym rozsądkiem i poproszenie zawodników, aby zwyczajnie ograniczyli pozbywanie się folii z wizjera do absolutnego minimum. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że liczba wykorzystanych zrywek będzie się wahać w zależności od szeregu czynników".„Nie zamierzamy zajmować się żadnym kierowcą, który wyrzuca zrywkę na torze albo w alei serwisowej". - podsumował.