Max Verstappen nie został ukarany za incydent z Valtterim Bottasem i zachował drugie pole startowe do wyścigu Formuły 1 o GP Meksyku.
Sędziowie FIA, którzy odebrali kierowcy Red Bulla podium w poprzednim GP USA, wczoraj znów się nim zajęli. W trzeciej części kwalifikacji Holender zwalniając został dogoniony przez próbującego uzyskać czas Bottasa i najwyraźniej wytrącił zawodnika Mercedesa z rytmu.
„(...) Jestem pewny, że gdyby nie było tam Maxa, zblokowania koła też by nie było".
Spytany, czy Verstappen zasłużył na karę, 28-latek odparł: „Nie wiem. Nie mnie orzekać. Nie wiem, co dokładnie mówią przepisy. Wiem tylko, że zrujnowało mi to okrążenie i miałem w efekcie tylko jedno podejście w Q3 zamiast dwóch".
Potem wypytywany przez innych dziennikarzy ostatecznie przyznał, że w jego ocenie kara się należy. „Tak myślę". - powiedział.
Tymczasem Verstappen nie rozumiał, dlaczego zarzuca mu się jakiekolwiek przewinienie.
Zapytany o incydent, odpowiedział: „Dla mnie nie ma incydentu. (...) Byłem na wewnętrznej, nie wstrzymałem go. Może mówić co chce. Już przejechałem miejsce, gdzie skręca się na prawą stronę, więc nie dostrzegam incydentu".