Ojciec Julesa Bianchiego zmarłego po tragicznym wypadku w Formule 1 w sezonie 2014 chce pociągnąć do odpowiedzialności ewentualnych winnych dramatu syna, nie ufając wynikom śledztwa Międzynarodowej Federacji Samochodowej (FIA) w sprawie zdarzenia.
Jules Bianchi odszedł pięć miesięcy temu w wieku 25 lat na skutek ciężkich obrażeń głowy odniesionych, gdy dziewięć miesięcy wcześniej wypadł bolidem Marussi (obecnego Manora) z mokrego toru Suzuka i uderzył w dźwig ściągający z pobocza samochód Adriana Sutila. Francuz doznał rozlanego aksonalnego uszkodzenia mózgu.
FIA przeprowadziła dochodzenie, które nie wykazało nieprawidłowości i w rzeczywistości obarczyło odpowiedzialnością za wypadek samego Bianchiego ustalając przede wszystkim, że nie zwolnił wystarczająco po wywieszeniu podwójnej żółtej flagi.Jednak jego ojciec podejrzewa celową nierzetelność śledztwa i jest zdeterminowany dochodzić sprawiedliwości na własną rękę.