Ma już siedem tytułów Mistrza Świata F1, tytuł szlachecki i posadę kierowcy Scuderii Ferrari. A jednak Lewis Hamilton ma jeszcze marzenia - i nie zawaha się ich spełnić. To właśnie zdradzone dotyczy długoskrywanego planu zaprojektowania własnego superauta. Ma stanowić współczesną interpretację jego ulubionego modelu z Maranello - F40.
Zdobywca największej liczby zwycięstw w historii Formuły 1 ciągoty do pozostawienia po sobie śladu w historii samochodu sygnowanego własnym nazwiskiem wykazywał już od dawna. Pierwszym była objawiona światu już kilkanaście lat temu Pagani Zonda LH, czyli Zonda 760 z ręczną skrzynią biegów i cokolwiek wyróżniającym się projektem nadwozia.
Lata później Hamilton chciał powtórzyć w pewien sposób ten plan z Mercedesem-AMG One. Brytyjczyk brał udział w pracach rozwojowych nad tym produkowanym ręcznie w Wielkiej Brytanii hiperaucie i zapowiadał, że chciałby zbudować jego ostrzejszą wersję, która, wedle wypowiedzi dla magazynu Top Gear, "miałaby zapewne trochę więcej mocy i trochę ostrzej zaprojektowany body kit".
Tych marzeń nie udało się jednak zmaterializować, ponieważ nim Hamilton odszedł z Mercedesa ten rodzący się w wielkich bólach model ledwo dotarł do fazy dostarczania klientom - i sam producent raczej chce o nim jak najszybciej zapomnieć. Jest szansa, że teraz wszystkie planety zbiegną się w jedną linię.
"Jedną z rzeczy, które naprawdę chcę zrobić, jest zaprojektowanie Ferrari. Chcę stworzyć F44. Bazą będzie F40 z manualną skrzynią biegów. Tym zamierzam zajmować się przez najbliższe lata." - wypalił w jednym z wywiadów Hamilton. Nie dziwi fakt, że wybrał F40. Podczas swojego pierwszego oficjalnego dnia w Ferrari pozował właśnie z tą lokalną ikoną, która w ostatnich latach notuje spektakularne zwyżki wartości.
Chociaż pomysł Hamiltona może wydawać się jedynie życzeniowym myśleniem, to według doniesień Ferrari faktycznie rozważa wprowadzenie go w życie. W listopadzie zeszłego roku magazyn Top Gear twierdził, że ten model może dołączyć do ultraluksusowej serii Icona obok Monza SP1/SP2 i Daytona SP3. I rozmyśla sobie, że podobnie jak Daytona model ten byłby wsparty na konstrukcji LaFerrari, a nie nowego F80.
Ferrari F40: postrach kierowców, bohater zawodników F1
Gordon Murray nazwał go „poklejonym silikonem, przerośniętym gokartem”. Gerhard Berger powiedział, że "bardzo dobrze się prowadzi… pod warunkiem że jesteś kierowcą F1". F40 posiada wyjątkowe miejsce w historii Ferrari i całego gatunku supersamochodów. Jego nazwa celebrowała czterdziestolecie założenia marki. Był to ostatni model osobiście zatwierdzony przez samego założyciela Enzo Ferrariego.
Jego projekt nadwozia, który można określić jako destylat stylu lat 80., w połączeniu z dość niewielki, podwójnie doładowanym V8, które z kolei może stanowić definicję szalonej jednostki z największą turbodziurą znaną ludzkości, przyniósł samochód definiujący swoją epokę i pozostający bardzo wysoko na liście kolekcjonerów po dziś dzień.
Ferrari F44: jak będzie wyglądał supersamochód Hamiltona?
Lewis Hamilton chce przywrócić niesamowity duch tego modelu. Znając obecny sposób Ferrari możemy stwierdzić, że odbędzie się to bardziej w wymiarze metaforycznym niż dosłownym: przywrócenia surowego, wymagającego modelu prowadzenia, zamkniętego w wyrazistym, zapewne bardziej prostopadłościennym opakowaniu.
Stąd też już deklarowana chęć Hamiltona do skorzystania ze skrzyni manualnej, która stoi jednoznacznie w opozycji do obecnej strategii marki. Z oferty Ferrari została wycofana już kilkanaście lat temu z względu na bardzo niskie zainteresowanie (sprzedaż liczona w pojedynczych egzemplarzach) przy modelach 599 GTB Fiorano i California.
Jeszcze niedawno dyrektor produktowy Ferrari Enrico Galliera mówił sam naszej redakcji, że "Ferrari owszem oferuje skrzynię ręczną, ale w swoich modelach zabytkowych" i że ten rodzaj przekładni stoi w sprzeczności z obecnym charakterem produktów marki faworyzujących wydajność co do setnych części sekundy. Ciekawie będzie więc przekonać się, jak zostanie rozwiązana ta kwestia.