Podczas gdy Sebastian Vettel w zwariowanym GP Azerbejdżanu minimalnie zwiększył swoją przewagę w klasyfikacji generalnej tegorocznego sezonu Formuły 1 nad głównym rywalem do mistrzowskiego tytułu Lewisem Hamiltonem, Ferrari zostawało w tyle za Mercedesem na ulicach Baku. Niektórzy wierzą, że może to być efekt krucjaty FIA przeciw spalaniu oleju wraz z paliwem.
Vettel wygrał trzy z ośmiu rozegranych dotąd wyścigów, lecz w Azerbejdżanie stracił w kwalifikacjach do Hamiltona aż 1,248 sekundy. W zawodach też był wolniejszy.
Niemiec jeździł na starym silniku, ale nie imponował tempem również jego zespołowy kolega Kimi Raikkonen.
Akurat przed rundą w Baku polski szef departamentu technicznego FIA - Marcin Budkowski przesłał zespołom zawiadomienie uczulające o nielegalności spalania oleju i uprzedzające, że wszelkie próby wzbogacenia oleju substancjami służącymi poprawie spalania będą uznawane za złamanie regulaminu.
Wcześniej o spalanie oleju posądzano Mercedesa, ale teraz mówi się, że podejrzenia przeszły na Ferrari.
Czy włoska stajnia przestała dotrzymywać kroku Mercedesowi, bo rzeczywiście sprytnie spalała olej i zaniechała tego po interwencji Budkowskiego? Na razie to jedynie teoria spiskowa. Nikomu nic nie udowodniono. Ale jeśli w kolejnym GP ekipa z Maranello znowu rozczaruje osiągami, trudno będzie oprzeć się wrażeniu, że faktycznie coś może być na rzeczy.