Po chaosie na początku kwalifikacji Formuły 1 do GP Węgier spowodowanym ulewą ponownie spadła krytyka na deszczowe opony Pirelli.
Przez załamanie pogody wczorajsza czasówka dobiegła końca mniej więcej godzinę później niż miała. Najpierw przekładano start sesji, a potem przerwano ją ze względu na warunki, w których zwyczajnie nie dało się rywalizować, ale następnie jeszcze 3-krotnie pokazano czerwoną flagę w wyniku wystąpienia serii wypadków, gdy tor już umożliwiał jazdę. Uderzyli w bandy kolejno Marcus Ericsson, Felipe Massa i Rio Haryanto.
Firmie Pirelli kolejny raz zarzucono, że jej deszczówki niewystarczająco odprowadzają wodę.
„Można uczciwie powiedzieć, że aktualne opony deszczowe w F1 nie są dobre. Już krytykowano je w przeszłości. Zostały jakie były, więc krytyka też została". - powiedział Sebastian Vettel.
Drugi kierowca Ferrari - Kimi Raikkonen dodał: „Deszczowe ogumienie, które teraz mamy, według mnie powinno lepiej odprowadzać wodę. Jest dosyć podatne na aquaplaning. Gdy zaczynałem starty w F1, mogłeś jeździć w bardzo, bardzo mokrych warunkach i nie było prawdziwych problemów z aquaplaningiem".Deszczówki Pirelli postawiło w niekorzystnym świetle również przytrzymywanie na torze samochodu bezpieczeństwa na początku GP Wielkiej Brytanii dwa tygodnie temu. Pozwolono się ścigać dopiero wtedy, gdy już można było zakładać przejściówki.Z drugiej strony Vettel uważa, że współczesne samochody Formuły 1 bez względu jakie dostaną opony i tak będą mieć większe problemy na mokrej nawierzchni niż dawne bolidy, bo m. in. są niżej zawieszone.